piątek, 19 października 2007

Ty - takie małe słowo a tak wiele dla mnie znaczy

Dobrze, że jesteśmy. Że mnie kochasz, że potrafisz to mówić. Potrzebuję Twojego uczucia, chcę je mieć zawsze przy sobie - ludziom, którzy kochają, żyje się lepiej; ludziom, którzy są kochani - żyje się cudownie lekko.
Cały ten świat bez miłości jest jakiś pusty, nijaki. Kręci się, wiruje, lecz często brakuje mu sensu, smaku.
Wiesz, co w naszych uczuciach cenię najwyżej? Właśnie ten smak nieskończoności, wrażenie, że wszystko nieustannie rodzi się na nowo, zaczyna. Cenię tę fascynację drugą osobą, zaciekawienie - jak u Alicji z Krainy Czarów, która chciała poznać tajemnicę lustra. I to, że nie nudzimy się sobą. I że mogę Ciebie widzieć, że mogę wierzyć w nas, mieć cel w życiu. Mieć Ciebie na celu.
A poza tym - bardzo mi tej miłości brakowało. Brakowało mi osoby, do której mogłabym tęsknić, której mogłabym się wyżalić i cieszyć się przy niej, którą mogłabym krok po kroku zdobywać, dla której mogłabym stawać się kimś lepszym. Ty jesteś kimś takim, o kim mówi się: to dobry człowiek. Masz wielkie serduszko, potrzebę miłości - podobną do mojej. Tak to czuję, tak to widzę, takiego chcę Ciebie mieć na zawsze.
Gdyby coś się stało, ze mną, z Tobą - odpukać! - to drugie z nas pozostanie z pamięcią o doznanym wielkim przeżyciu. Z pamięcią o czymś, co opisują pisarze w książkach, a poeci w wierszach. Gdyby coś się stało, ta miłość - bez świadków, bez oficjalnego zamykania jej w naszym wspólnym związku - pozostanie. I to jest wspaniałe. I dlatego, że mogę przeżywać coś podobnie fascynującego, znakomitego, niespotykanego, dlatego Cię Kocham.
Kocham Cię. Jesteś Mój, w serduszku. I niech cały świat o tym wie.

Mówię o Tobie - Moja Pierwsza Miłość.

Od jakiegoś czasu mówię o Tobie - Moja Pierwsza Miłość. Mogę?
Już jest piątek. Zaczęłam pisać dzisiaj....rozmawiałam z Toba. Cała za-chwycona, za-patrzona, za-fascynowana, za-śmiana, za-ćwierkana. Czy to słychać w tej rozmowie, jak ja szczęśliwie ćwierkam? Czy to widać, ten uśmich od ucha do ucha? Bo taką mam: odkąd Cie poznałam. Kiedy byliśmy razem, jesteśmy niewiarygodnie blisko siebie.
Jak Ty to robisz? Skąd to ciepło, ten czar, żar, ta bliskość, którą się czuje? Czy wiesz, ze bałam się, jak sto diabłów? "Czy diabły się boją i czego?" Bałam się, że to nasze milczenie odsunie nas od siebie, że będziemy ponownie badali się, sprawdzali, sondowali...A Ty natychmiast podałeś mi łapkę. Czułam się jak "prosiaczek ;-)" , który czerwieni się, gdy widać po nim, jak bardzo kocha. Hej, wiesz, że o tym kochaniu piszę lekko, bez wahania, i że mówię Ci to w pełni świadomości skutków takiego wyznania? I wiesz, że jest mi to potrzebne? I że uwielbiam ten stan bezinteresownej miłości, takiego ocieplenia w sercu, które puka inaczej, myśli inaczej, żyje inaczej. Wiesz już to wszystko? Wiesz, bo przecież właśnie o tym Ci piszę.

Inaczej o miłości

Ona była drobna i zagubiona. Nie wiedziała nawet, że żyje, dopóki na jej drodze nie pojawił się On. Spotkali się w ciemnej uliczce Złudzenia. I wtedy Ona po raz pierwszy zobaczyła Słońce. Złapali się za ręce i tańczyli długo, unoszeni wiatrem oddechów. A potem kochali się na rozgrzanym piasku Marzenia. Rano powoli wstali razem i od tamtej pory stanowili jedność.
Błądzili często po korytarzach myśli, związani wzrokiem patrzącym zawsze w tę samą stronę. Nad ich głowami szybowały złociste ptaki - Słowa. Powietrze przyjmowało delikatnie ich gorące szepty i zatrzymywało w swoich drżących objęciach. Kiedyś spotkali na leśnej drodze Miłość. Wyłoniła się zza drzew i położyła na ich swoje niewidzialne dłonie. Poznali smak Szczęście, ale w Jej oczach były łzy. Czuła, że to "coś" jest początkiem końca.
Trwali nadal w niezmąconej harmonii umysłów, karmiąc się Snami. Pewnego dnia znaleźli nóż. Wbijali go sobie w serca i pili nawzajem swoją krew. Umierali razem, aby w czystości narodzić się na nowo. Wtedy Ona byla Nim, a On stawał się Nią.
Na moment oderwali się od świata. Szybowali nad swoimi ciałami. Każde z nich było własnością i żadne nie miało nic. Ona poznała, czym jest Radość, stawała się najwyższą boginią, kiedy znosił Jej mnóstwo kolorowych kwiatów. Pewnego razu zobaczyła uczepiony do Jego ramienia cień Kobiety. Zdrada przszyła Jej umysł bolesnym dreszczem. Przeraziła się i uciekła, szukając schronienia w Jaskini Tęsknoty. Wyrwała sobie serce i odrzuciła daleko, aby nie czuć bólu.
On odnalazł Ją. Spojrzał w głąb Jej duszy i zrozumiał, że nie ma tam już miejsca dla Niego. Zobaczył swój Grzech i zapłakał krwawymi łzami. Wiedział, że nie może zostać. Zranił ją śmiertelnie i nie umiał szukać Wybaczenia. Odszedł.
Słońce wybuchło i powstała nowa Gwiazda.
Ale nie była to już Gwiazda przeznaczona dla Niej. I wtedy Ona przestała istnieć.