Ona była drobna i zagubiona. Nie wiedziała nawet, że żyje, dopóki na jej drodze nie pojawił się On. Spotkali się w ciemnej uliczce Złudzenia. I wtedy Ona po raz pierwszy zobaczyła Słońce. Złapali się za ręce i tańczyli długo, unoszeni wiatrem oddechów. A potem kochali się na rozgrzanym piasku Marzenia. Rano powoli wstali razem i od tamtej pory stanowili jedność.
Błądzili często po korytarzach myśli, związani wzrokiem patrzącym zawsze w tę samą stronę. Nad ich głowami szybowały złociste ptaki - Słowa. Powietrze przyjmowało delikatnie ich gorące szepty i zatrzymywało w swoich drżących objęciach. Kiedyś spotkali na leśnej drodze Miłość. Wyłoniła się zza drzew i położyła na ich swoje niewidzialne dłonie. Poznali smak Szczęście, ale w Jej oczach były łzy. Czuła, że to "coś" jest początkiem końca.
Trwali nadal w niezmąconej harmonii umysłów, karmiąc się Snami. Pewnego dnia znaleźli nóż. Wbijali go sobie w serca i pili nawzajem swoją krew. Umierali razem, aby w czystości narodzić się na nowo. Wtedy Ona byla Nim, a On stawał się Nią.
Na moment oderwali się od świata. Szybowali nad swoimi ciałami. Każde z nich było własnością i żadne nie miało nic. Ona poznała, czym jest Radość, stawała się najwyższą boginią, kiedy znosił Jej mnóstwo kolorowych kwiatów. Pewnego razu zobaczyła uczepiony do Jego ramienia cień Kobiety. Zdrada przszyła Jej umysł bolesnym dreszczem. Przeraziła się i uciekła, szukając schronienia w Jaskini Tęsknoty. Wyrwała sobie serce i odrzuciła daleko, aby nie czuć bólu.
On odnalazł Ją. Spojrzał w głąb Jej duszy i zrozumiał, że nie ma tam już miejsca dla Niego. Zobaczył swój Grzech i zapłakał krwawymi łzami. Wiedział, że nie może zostać. Zranił ją śmiertelnie i nie umiał szukać Wybaczenia. Odszedł.
Słońce wybuchło i powstała nowa Gwiazda.
Ale nie była to już Gwiazda przeznaczona dla Niej. I wtedy Ona przestała istnieć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz